środa, 20 marca 2013

1. Biały puszczyk.

   

   Trzynastoletnia dziewczyna leżała na średniej wielkości łóżku ze słuchawkami na rudych włosach, jadowicie zielonym kocem przykrywającym stopy wertując kolejną z książek, zakupionych w swojej ulubionej, mającej niespotykany nigdzie indziej nastrój, księgarni ,,Calamum" tamtejszego jesiennego, deszczowego dnia. Krople deszczu uderzały w szybę, odbijając się od niej i wytwarzając lekki hałas. Okno było położone nad łóżkiem, z ramą koloru białego, która mile kontrastowała z czarnymi ścianami. Na jednej z nich był powieszony obraz utrzymany w zielonych tonacjach, na którym została ukazana scena rodem z horrorów; klaun - magik z uśmiechem splamionym czerwonym barwnikiem i szaleńczym wzrokiem, trzymający w jednej dłoni przesiąknięty, okapujący krwią kapelusz z szeroką taśmą na rondzie, do której była przyczepiona karta ósemki trefl, a w drugiej jego ręce twórca pokazał królika,z głową przyczepioną do tułowia za pomocą ostatnich mięśni, podczas gdy reszta bezwiednie zwisała na lewą stronę. 
   Rodzice dziewczynki długo protestowali za nim pozwolili, aby obraz pozostał w jej pokoju; był to prezent od wujka malarza, ekscentryka w ocenie taty Eleny i alkoholika według mamy. Dziewczynka jednak uwielbiała tego człowieka, niewpisującego się w ramy normy, wybiegającego przed ludzkość. Od zawsze kojarzył się jej z pysznymi cukierkami, które przynosił dla niej w kieszeniach swych długich, obszernych ubrań, zapachem truskawek i jakiegoś alkoholu, uśmiechem i obrazami nie zawsze możliwymi do zinterpretowania, dziwnymi zdarzeniami oraz wspólnymi wycieczkami. 
   Elena odłożyła książkę obok siebie po czym usiadła niespokojnie na na łóżku. Czuła, że dzisiaj coś się wydarzy. Coś, co odmieni jej życie. 
   Za oknem pojawił się biały puszczyk. Popukał w szybę dziobem, miał zmoczone pióra koloru kości słoniowej. Dziewczyna bez wahania otwarła okno,  niezastanawiając się wiele. Razem z sową, do wnętrza pokoju wpadły strumienie deszczu, rozpryskując się na najbliżej leżących rzeczach. 
   Puszczyk wleciał, po czym przysiadł otrzepując piórka i łasząc się na ramieniu Eleny. Gdy go pogłaskała, wtulił się w jej rękę. Był przemoczony i oziębiony. Podniosła leżący na ziemi kremowy podkoszulek i wytarła go delikatnie. Z talerzyka leżącego na biurku wzięła kokosowe ciastko, które ptak chętnie przyjął, dziobiąc entuzjastycznie. Dziewczyna przez chwilę przyglądała mu się, szukając jakichkolwiek ran bądź zadrapań, kiedy jej uwagę przykuł sznurek przywiązany do jego łapy, na którego końcu zwisał list, o dziwo nie mokry, zapieczętowany czerwonym herbem, który spotkała kiedyś w papierach swego wuja. Był zaadresowany do niej. 
   Gdy już chciała otworzyć owy list, mahoniowe drzwi do jej pokoju otwarły się. Stanęła w nich wysoka, lekko pulchna postać jej matki Anne. 
- Kochanie, co... - rozpoczęła wesołym tonem, po czym przerwała widząc ptaszysko spoczywające na lewym ramieniu jej córki. Sowa zahukała, odfruwając na komodę położoną na końcu pokoju. Elenie zdawało się, że chowa ową kopertę z dziwną pieczęcią. To nie możliwe, sowa nie może niczego chować. Pomyślała w myślach, zdenerwowana na własną, wybujałą, wyobraźnię. 
- Eleno, czy ta sowa dała ci jakiś list? - Anne usilnie starała się być spokojna, jednak wszystko wewnątrz jej buzowało z gniewu. 
- Nie mamo... - odpowiedziała cicho, przekonując samą siebie, że nie skłamała, ale przecież ptak nie dał jej żadnego listu, tylko go do niej przyniósł... 
   Anne Drake rzuciła ostatnie ostrzegawcze spojrzenie swojej córce, po czym wyszła z pokoju. Będąc już za drzwiami odetchnęła z ulgą. 
- Merlinie, jeszcze kilka lat, niech się nie dowie. - szeptała gorączkowo sama do siebie schodząc po drewnianych schodkach, obitych wełnianą wykładziną. 
   Od lat starała się żyć jak prawdziwy mugol i wychodziło jej to. Jej mąż nic nie wiedział o magii, a każde napomknięcie o czymś innym, niespotykanym lub dziwnym kończyło się kłótnią. Był normalnym człowiekiem, jednak nie nienawidził oszustw, a magia zawsze się mu z nimi kojarzyła, tak samo jak normalność z pracą, domem i rodziną. Trzynaście lat temu, gdy urodziła się Elena,  cieszył się niezmiernie, że nareszcie stworzą pełną, wartościową rodzinę. Nie przewidział jednak odmienności swej pociechy. Dziewczynka w wieku dwóch lat przeraziła go; podpaliła jednym spojrzeniem stos brudnych ubrań w pralni umieszczonej w piwnicy. Potem było tylko gorzej - tajemnicze zniknięcia rzeczy, ludzi jak i samego dziecka, lewitowanie przedmiotów, czy więzi z roślinami i zwierzętami. Przez te wszystkie zdarzenia nie chciał spędzać z nią zbyt dużej ilości czasu i dawkował jej swoje cenne minuty według swojego uznania. Tygodniowo było tych minut około stu dwudziestu, czyli dwóch godzin. Czasem mniej, jednak nigdy jeszcze nie zdarzyło się aby było ich więcej. 
   Anne po spotkaniu Philippa wyrzekła się magii na zawsze. Złamała różdżkę, odeszła od rodziny, porzuciła szkołę. Miała nadzieję, że już nigdy nie będzie musiała wracać, nawet i wspomnieniami, do czasów swego czarodziejstwa. Jednak pozostał jeden powód, przez który nadal była jedną nogą w magicznym świecie - Elena. Kiedy okazało się, że jej mała córeczka zyskała cząstkę jej genów, myślała nad porzuceniem dziecka, bądź zakupie nowej różdżki, którą wykorzystałaby do czaru pozbawiającego magii na zawsze. Wybrała jednak inną opcję - starała się udawać. 
   Od dwóch lat sowy krążyły nad ich głowami, domem i okolicą nie dając spokoju i wrzucając listy przez okna, szparę w drzwiach, czy przez otwór kominka umieszczonego w ich obszernym salonie. Próbowali pozbyć się zwierząt na wszelkie możliwe, mugolskie sposoby, jednak bezskutecznie. Anne paliła listy co sobotę o 23 wieczorem, w nadziei, że ich nadawca kiedyś odpuści, a ich treści nigdy nie dotrą do Eleny. Na nadziejach jednak się skończyło, jak to często bywa. 
   Rudowłosa nastolatka podeszła do sowy ostrożnie, nie wiedząc czego się spodziewać; ptak widząc jej wahanie ufnie podleciał do niej, po czym, tak jak wcześniej, ulokował się na jej ramieniu. Wyciągnął łapkę jakby rozumiejąc zamiary nastolatki. Odwiązała brązowy, delikatny sznurek mocujący list i wzięła papier do ręki. Rozwinęła powoli pergamin; jej oczom ukazała się treść zapisana pochyłym, kaligraficznym pismem. 


HOGWART
SZKOŁA MAGII I CZARODZIEJSTWA 

Dyrektor: ALBUS DUMBLEDORE
(Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar., Gł. Mag, 
Najwyższa Szycha, Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów) 


   Szanowna Panno Drake, 
   Mamy przyjemność poinformowania Pani, że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. 
   Rok szkolny rozpocznie się 1 września. Oczekujemy Pani sowy nie później niż 31 lipca. 
   Z wyrazami szacunku, 
Minewra McGonagall,
zastępca dyrektora.








    
   Z koperty wypadła jeszcze jedna kartka, zlatując swobodnie na podłogę. Elena opadła na łóżko stojące za nią. Pytania, miała milion pytań, które chciałaby zadać. Ale komu? Mamie, która wspominała coś o liście, jednak niezbyt przychylnie, tacie, z którym prawie nigdy nie rozmawiała? Wujek Lucas... pomyślała. Tak, jemu zawsze mogła zaufać, a poza tym widziała identyczną pieczęć kiedyś w jego pamiątkach. Nagle gwałtownie wstała, na co sowa oburzyła się, gdyż wyrwano ją z drzemki. Dziewczyna podbiegła do swojej biblioteczki, przesunęła tomy grubych słowników, po czym zza deski w półce wyjęła siedem książek. Każda autorki o nazwisku  ,,Rowling" i posiadająca słowa ,,Harry Potter" w nazwie. Sięgnęła po tą z chłopcem pomiędzy dwoma kolumnami, z rozwichrzonymi brunatnymi włosami i spadającymi okularami z nosa, który próbował złapać coś, przypominające uskrzydloną, złotą piłeczkę. 
   Zaczęła czytać. Trafiła na drugi rozdział zatytułowany ,,Listy od nikogo", przekartkowała kilka, pożółkłych już przy końcach, stronic. Trafiła na identyczny, posiadający jedynie zmienionego adresata, list. Powoli zaczynała się w tym wszystkim gubić. 
- Nie, to przecież niemożliwe... - szepnęła do siebie, starając się, aby w słowach zawrzeć wiarę w nie i przekonać siebie, jak niedorzeczna rzecz przyszła jej do głowy. Musiała jak najszybciej spotkać się z wujkiem... 
   Pogłaskała po raz ostatni sowę, po czym położyła się pogrążona we własnych myślach. Nie wiedząc kiedy, oplotły ją ciasnymi splotami ramiona Morfeusza, starając się obronić przed złymi projekcjami Fobetora. 

__________________________________

No i pierwszy rozdział! ^^ 
Nawet mi się podoba, ale to do Was należy jego ocena. :)
Wplotłam lekko zmienioną wersję listu i zdanie z pytaniami. 
Mam nadzieję, że się spodoba i napiszecie mi co myślicie. 
:D
____________________________________________________________

10 komentarzy:

  1. Świetny blog! Z przyjemnością się go czyta :)

    Zapraszam na swojego bloga ;)
    http://vampavenue.blogspot.com

    Pozdrawiam, Konrad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj ;)
    Przyznam od razu, że nie chciało mi się czytać całej Twojej reklamy na moim blogu. Jak na spam trochę za dużo tekstu ;)
    Kurcze, ciekawy pomysł na opowiadanie. Mam tylko nadzieję, że bohaterka będzie przeżywała swoje przygody, a nie sceny odtworzone z oryginalnego HP.
    Zastanawiam się również, co jej wujka łączy ze światem magii.
    Cóż, pozostaje nam jedynie czekać na następny rozdział.
    Pozdrawiam,
    Illuminata

    PS Korzystając z okazji, zapraszam do mnie - slowa-sercem-pisane.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedno... W kartach masz nazwę "Ain Eingrap", a powinno być "Ain Eingarp" - od tyłu czytane "pragnienia".

      Usuń
    2. Heh, tak, zamiast krótkiego opisu z adresem, daję całkowity, rozwinięty... ^^ Przepraszam, za to. :) Dziękuję. Elena nie będzie drugim Harrym Potterem, czy Hermioną a sobą, będzie miała swoje własne przygody, zmartwienia, wrogów i przyjaciół. Złota Trójca, i owszem, będzie się pojawiać, ale sporadycznie i raczej nie będą odgrywać jakiś szczególnie znaczących czy ważnych ról. ;p Dziękuję za Twoje słowa oraz za zauważenie mojego, głupiego, błędu. Już oczywiście poprawiłam i będę starała się, by już nie było żadnego. :) Jeszcze raz dziękuję. :)

      Usuń
  3. Całkiem sympatyczny, a przede wszystkim oryginalny, pomysł na opowiadanie. Mam nadzieję, że twoje pomysły co do fabuły będą się rozwijały. Z wielką ochotą będę śledziła twojego bloga i z radością czytała nowe rozdziały.
    Zauważyłam błąd językowy, który zapadł mi w pamięć "nie możliwe" nie z przymiotnikami piszemy łącznie - niemożliwe.

    Pozdrawiam i życzę weny,
    Chocococonut autorka bloga www.zielony.blogujaca.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Fabułę mam względnie zaplanowaną, a czy moje pomysły są i będą dobre, pozostawiam w Waszej ocenie. ;p Och, dziękuję, za ukazanie mi tego błędu, poprawię i mam nadzieję, jak już mówiłam, że więcej potknięć nie będzie. :) Jeszcze raz dziękuję. :)

      Usuń
  4. Baaaaaaaaaardzo interesująco się zaczyna, jestem ciekawa jakie Elena będzie miała przygody. Informuj mnie o kolejnych rozdziałach a i no zapraszam Cię do mnie na kolejną część historii Julites. :)
    http://67igrzyskaoczamijulites.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. :) Mam nadzieję, że dalsze przygody El, również Ci się spodobają. :p Oczywiście, informować będę - to dla mnie zaszczyt, że ktoś chce czytać moje prace. :) U Ciebie na blogu mam małe zaległości, ale od środy mam już wolne, więc powinnam dość szybko je nadrobić. :)

      Usuń